M&MP

MMP Magazyn Online
>MMP Magazyn Online handelextra.pl

Archiwum

Ważne, aby czytać

( red. ) | 27 sierpnia 2010, 06:00

IPad pomocny w powrocie do zdrowego rozumowania w nowożytnych czasach oraz szansą spełnienia marzeń o nieograniczonym czytaniu prasy i książek. Poniżej jeszcze o tym, jak dobrze być czasami offline.

Adam Wojdyło, prezes Polskich Badań Czytelnictwa,
członek Komisji ds. Promocji Prasy przy ZKDP, pisze:

"Od dawna wiemy, że ludzi należą do różnych grup, społeczności, kółek zainteresowań. Żeby mieć tam jednak coś do powiedzenia, trzeba mieć wiedzę, trzeba czytać, być ekspertem, starać się być ciekawym rozmówcą.

Polecam badanie i raport "Młodzi i media" zrobiony przez Centrum Badań nad Kulturą Popularną SWPS na początku tego roku, który pięknie opisuje ten aspekt wśród młodych ludzi.

Osobiście sprawdziliśmy też postrzeganie mediów i sposoby z ich korzystania w badaniu wykonanym dla PBC przez agencję badawczą GfK Polonia w kwietniu tego roku, nazwanym "DeKodowanie odbiorcy”. Z obu tych projektów wynikało jasno, że każde media mają swoje miejsce i są przez ludzi specyficznie traktowane. Wynikało z nich również, że chęć posiadania wiedzy, aby się nią następnie podzielić z innymi, jest już zdefiniowanym i opisanym trendem, a nawet stanem społecznym i jest sposobem na ugruntowanie własnej pozycji na rynku.

Chcę jednak połączyć dzisiaj cztery rzeczy: (1) pauperyzację społeczeństwa, a mówiąc dosadniej, googlefacebookomanię, (2) odwieczne poszukiwanie bycia na czasie, bycia trendy, bycia bezpiecznym i akceptowalnym we własnym środowisku, (3) poszukiwanie narzędzi i metod, aby taki stan osiągać, oraz (4) pierwszą oficjalną ofertą iPada w sieci GSM w Polsce, mającą miejsce w tym tygodniu.

Oto moja konstatacja.

Internet i korzystanie z jego użyteczności stały się już powszechne. Jednocześnie platforma ta stała się dla nas tak oczywista, że już nie różnicuje. Nie jest sama w sobie aspiracyjna, nie wyróżnia, nie buduje klas ani przewagi konkurencyjnej. Następuje nasycenie, które każe nam się zastanowić nad poszukiwaniami czegoś nowego, szczególnego.

Ostatnie badania cytowane przez Polską Izbę Książki mówią, że 62 proc. Polaków w ciągu ostatniego roku nie wzięło książki do ręki. Śmiem twierdzić, że pozostałe 40 proc., które czyta, ma z tym coraz większy kłopot. Rzecz w tym, że i jedni, i drudzy szukają dobrego wyjścia dla siebie. Wiemy powszechnie, że czytanie książek to fantastyczna przygoda, droga do wyróżnienia, cudowna przyjemność, ale także niedościgniona kompetencja i umiejętność dla wielu milionów Polaków.

Obawiam się, że to samo może w przyszłości dotyczyć gazet i czasopism. Zwłaszcza tych poważniejszych, obszerniejszych, wartościowszych. Przyjemność odkrywania świetnych narracji staje się powoli rzadkością. Coraz częściej twórcy nie tworzą dłuższych form, bo uważają, że nie mają dla kogo. Czytelnicy ich nie czytają, bo twórcom opłaca się głównie tworzyć papkę internetową dla mas. Blog staje się więc obowiązującą, "bardzo długą” formą narracji.

A szkoda, bo z badań czytelnictwa prasy wynika, że zasięg prasy w Polsce to 92 proc. Mamy coraz więcej tytułów o różnej tematyce i różnych periodycznościach. Niestety, planowany 8-proc. VAT na druk, a nawet jego 5-proc. alternatywa nie idzie w parze z udowodnioną korzyścią społeczną procesu czytania.

Od lat wiemy, że czytanie "Rzeczpospolitej", "Gazety Wyborczej", "Dziennika Gazety Prawej" czy "Pulsu Biznesu" lub przynajmniej trzymanie ich w ręku, posiadanie na biurku czy przeglądanie robi wrażenie. Dzisiaj pozory mają jednak już mniejsze znaczenie. Liczy się wiedza, liczy się to, co ma się do powiedzenia w towarzystwie, przed kolegami i szefem w pracy, wśród rówieśników i coraz częściej przed samym sobą.

Jak to jednak pogodzić? Może wrócić do dobrej lektury? Jak to jednak zrobić, kiedy nasze mózgi zostały "zgwałcone” "facebookami" i megapodażą elektronicznej informacji, spamu, informacyjnego chłamu? Potrzebujemy tej elektronicznej platformy, tego uspokojenia sumienia, że jesteśmy online. Często bez potrzeby, ale "zgwałcony” mózg nie umie inaczej.

Co ważne, czytać może teoretycznie każdy, ale nie każdy już chyba potrafi. Oczywiście krótkie, webowe, niezobowiązujące, łatwiutkie formy jak najbardziej. Chcielibyśmy jednak więcej tych wartościowych, głębszych, cudownych, smakowitych analitycznie i poznawczo. Nasze mózgi zmieniły się w dobie internetu nie do poznania. Szukamy ukojenia, spokoju, próby skorzystania z łańcucha implikacji wynikającej w przeczytanego tekstu, opisu rzeczywistości, instrukcji życia. Już często nie potrafimy. Czytanie na przekór staje się czymś, co uświadamia nam, że jeszcze jesteśmy żywi, normalni, da się z nami porozmawiać, sami czujemy, że jesteśmy coś warci. Staje się to jednak coraz trudniejsze. Nasze mózgi zostały "zainfekowane” multitaskingiem, chaosem, "myśleniem staccato" (to za Jackiem Dukajem z "TP", o którym dalej), równoległością przekazów, analizą asocjacyjną, a nie wnioskowaniem. Zostaliśmy zainfekowani internetem.

Wszyscy kochamy internet i wszyscy powoli zaczynamy go nienawidzić. Zabija nas od wewnątrz, zabiera myślenie, "gwałci” naszą osobowość, pewność siebie. Mój zaniepokojony obraz rzeczywistości i chęci poznawczej stanowczo ukoił artykuł Jacka Dukaja "Za długie, nie przeczytam”, w ostatnim wydaniu "Tygodnika Powszechnego", wyd. 34. z 22 sierpnia.

Zachwycił mnie i szalenie zmartwił, bo wynika z niego, że nasze umysły zmieniają się z każdym dniem nie do poznania. Jeden w wielu przytoczonych tam przykładów i badań mówi o pewnym teście wykonanym na dwóch grupach. Jedna grupa czytała tekst w tradycyjnej formie papierowej, druga w sposób internetowy, hipertekstowo. Czytaczom internetowym lektura zabrała nie tylko więcej czasu, ale na koniec, jak pisze Jacek Dukaj, siedmiokrotnie częściej zgłaszali niezrozumienie tego, co właśnie przeczytali.

Inna analiza pokazuje, że problem nie w tym, że nie rozumiemy, ale w tym, że nie potrafimy też już autorsko tworzyć. Trudno oczywiście uznać za twórczość trzyminutowe filmy w YouTube o wskakującym na okno kocie. Dzisiejsi autorzy tak są już pogubieni i zainfekowani chaosem zalewu internetu, że sami nie pamiętają, co gdzie skopiowali i wkleili. Cudownie rozległe rozumowania implikacyjne zastępowane są przez lokalne rozumowania asocjacyjne, twierdzi autor. Najpiękniejsza metafora tego tekstu opisuje proces czytania: "Lampa umysłu oświetla pogrążony w mroku fresk językowy. Dziś czytamy inaczej, bo wymontowano nam z głów reflektory, zastępując je chirurgicznymi latarkami”.

Czytelnicy książek i dłuższych tekstów to dzisiaj posiadacze nieprawdopodobnie bogatej cechy: zdolności myślenia wynikowego, możliwości intelektualnego dialogu, rozumienia tego, co czytają, łatwości szerokiej perspektywy. Czy chcemy, czy nie, nasz mózg przestawia się jednak na nowe czasy. Cechy te można trenować, kształtować, ćwiczyć. Musimy jednak zrobić to inaczej, poszukiwać nowych narzędzi i metod, aby te cele osiągnąć. Pewną nadzieję daje nam iPad. Jeżeli tylko możemy, potrafimy i stać nas na to psychicznie: czytajmy książki i gazety wciąż na papierze. Jeżeli szukamy pogodzenia tego z koniecznością uatrakcyjniania formy: szukajmy tego na iPadzie.

IPad jest już w Polsce!!! Wreszcie się doczekaliśmy. Polkomtel jako pierwszy wszedł z ofertą. Cena iPada to wydatek od 1990 do 2990 zł brutto + abonament od 49 do 129 zł netto miesięcznie z umową na 2 lata. To niemało, więc mówimy prawdopodobnie o dosyć wąskiej – jak na początek – grupie odbiorców.

Chodzi o to, że już jest. Można pójść do salonu i dotknąć. Od kilku tygodni osobiście testuję własnego iPada, choć przywiezionego z USA. W App Store zakupiłem na cały sierpień "Rzeczpospolitą" i "DGP". Widziałem też "Newsweeka" i "Forbesa". Kupiłem również "Wired" i inne zagraniczne tytuły. Uczę się z niego korzystać. Szukam plusów i minusów.

I jedno już wiem: to znakomita okazja do obcowania ze słowem drukowanym, obcowania z prasą. Pogodzenia starego nawyku czytania z nowoczesną formą, jaką daje mobilność. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że całe życie obcowałem z mobilnością w prasie. Ludzie! Prasa to mobilna platforma! Że też tego nie widziałem. Z iPadem jestem nowoczesny, elektroniczny, zawsze mogę coś szybko sprawdzić w internecie, ale czytam przede wszystkim moją prasę, moje tytuły.

Zawsze zabierałem moje ulubione gazety, gdzie tylko chciałem, czytałem je w każdym możliwym miejscu, i to bez konieczności szukania WiFi czy wtyczki do prądu. Od teraz jestem również fanem e-wydań. Nie superplayerów, nie wkurzających po dwóch milisekundach bannerów, ale stabilnych, szalenie rzeczowych e-wydań. Po prostu PDF-ów gazet i czasopism. Zwłaszcza że są tam moje ulubione reklamy w znanych mi już formach, i to absolutnie technicznie czytelnych.

Różnica w papierze i na iPadzie jest tylko taka, że otwieram magazyn i czuję cudowny szelest papieru albo aplikację na ekranie. Te same układy treści, do których jestem przyzwyczajony, ta sama logika i nawigacja, ci sami autorzy, narracje, głębokie wynikowe myślenie, rzeczowe analizy i - co najważniejsze – ta sama przyjemność czytania. Na iPadzie mam jednak wszystkie wydania pod ręką. W papierze natomiast nie potrzebuję baterii i dostępu do sieci.

Od dawna zastanawiam się, jaka jest definicja czytelnictwa. Pytam o to kolegów z agencji badawczych w Polsce i za granicą. Dopiero iPad uświadomił mi, że jest taka sama od lat. Bez względu na platformę. Zarówno tę stabilną i poukładaną w papierze, jak i tę z kilkoma migającymi światełkami w wersji elektronicznej.

Czy nasz umysł zdoła jednak połączyć to, co zbudowaliśmy w ostatniej dekadzie, czyli internet, choć chaotyczny, ale w końcu kochany, z tym, co aspirujące i wartościowe, czyli głęboką wiedzą i dobrą informacją?

Tym pomostem jest wciąż mądrość wydawców i ich ciężko ponoszone koszty wytworzenia wartościowego kontentu na papierze oraz właśnie na iPadzie. Mobilny jak papier, lekki "prawie” jak papier, jest przecież nasz, korzystamy z niego prawie w każdej sytuacji, miejscu. Co jednak ważne, nie służy do pracy z Excelem czy Wordem, bo się nie uda. Używamy go do czytania, uczenia się, pozyskiwania wiedzy, przeglądania, komunikacji, a nie do ciężkiej pracy z pełną i obszerną klawiaturą.

Najważniejsze jest to, że możemy pogodzić dwa światy: ten, na którym nam wciąż zależy, czyli czytania różnorodnych tekstów i trenowania naszego umysłu, z tym, co nowe i daje więcej poczucia bycia trendy. To również powrót do dłuższych form, do spokojnego ułożenia się w fotelu z książką, papierową lub ipadową. Uwielbiam to. To nie ciężki notebook, nawet nie jego mniejsza wersja - netbook. To przede wszystkim multimedialna książka, przenośna gazeta. To również szybka możliwość stania się trendy i podzielenia się przemyśleniami z przyjaciółmi.

Czytanie wraca powoli do normalności, wciąż ma szanse się spełnić nawet na przekór spustoszeniu, jakie wywołał w naszych umysłach dostęp do globalnych zasobów internetu. Może zdołamy odzyskać zdolność spokojnego myślenia.

Papier i iPad będą więc nadal ze sobą koegzystowały w zależności od upodobań, zasobności kieszeni, stylu bycia i dostępności do prądu. Najważniejsza będzie jednak wiedza, którą nam dają.

Każde medium znajdzie więc swoje miejsce i odbiorcę. Czuję, jak moje neurony przeskakują w odpowiednie miejsca, budując nowe mosty wiedzy dla moich dzieci i ich dzieci. Bo ja bardzo chciałbym być fajnym ojcem i dziadkiem, który potrafi narracyjnie zachwycić. Boże, chroń mnie od internetowego chaosu i daj mi siłę na czytanie dłuższych tekstów. Zwłaszcza na platformie papierowej".

Czytaj więcej na temat: , , , , , , , , , , , , , , , , ,